Ukraina

Wkrótce po "Benefisie" prof. Janusz Boisse - "Blady" zaproponował wspólną wyprawę na Ukrainę. Pomysł został zrealizowany na przełomie maja i czerwca 2002r. Rozpiętość wieku uczestników, jak często bywa na "Kopernikowskich" imprezach, była znaczna - od (wtedy) ubiegłorocznych maturzystów do kol. Jurka Dudy - matura 1950. I znów - jak zwykle - nie przeszkadzało to, że czuliśmy się ze sobą dobrze i stanowiliśmy zgraną paczkę.

Wyruszyliśmy bladym świtem sprzed szkoły (656kB)
Po kilkunastu godzinach jazdy autokarem dotarliśmy do Lwowa. Następnego dnia rano wyruszyliśmy na zwiedzanie. Pojemność serwera nie pozwala na umieszczenie pełniejszej relacji z naszego pobytu w tej niegdyś "polskiej Florencji" tak, jak dwa dni, które tam spędziliśmy nie wystarczyły na zobaczenie choćby tylko najważniejszych miejsc. Tu możecie obejrzeć panoramę Starówki sfilmowaną z Wysokiego Zamku (1.6MB)
Tutaj nie mogło nas zabraknąć. Cmentarz Łyczakowski jest narodową nekropolią, Panteonem wielkich Polaków, a przy tym niepowtarzalną galerią sztuki. (1.9MB)
Odwiedziliśmy groby polskich pisarzy, malarzy, poetów, m.in. Marii Konopnickiej (tu składamy kwiaty na jej grobie), Seweryna Goszczyńskiego, Artura Grottgera i wielu, wielu innych, a także groby wielkich Ukraińców, wśród nich grób Iwana Franko. (1.4MB)
Oczywiście byliśmy także na wyremontowanym po zniszczeniach dokonanych przez władzę radziecką cmentarzu Orląt Lwowskich. (2.5MB)
Zakwaterowani byliśmy w prywatnych mieszkaniach. Z naszymi gospodarzqami prowadziliśmy długie i ciekawe biesiady. Tutaj pani Mira Dawydiuk opowiada o relacjach między mieszkańcami Lwowa należącymi do różnych narodowości. (1.1MB)

(118kB)

Ze Lwowa pojechaliśmy do Kamieńca Podolskiego, po drodze zatrzymując się w Trembowli. Wielka musiała być zaciekłość tych, którzy próbowali rozstrzelać nawet tablicę upamiętniającą obrońców zamku sprzed trzech wieków. (2.3MB)
A w Kamieńcu - zaskoczenie. W katedrze trudno poznać, że jesteśmy tak dalego od polskiej granicy. Nabożeństwo odprawia się po polsku, słychać polskie pieśni, wystrój kościoła też zawiera wiele polskich akcentów. (1.9MB)

(204kB)

Ale dzień miał się ku końcowi i trzeba było udać się na kwaterę. Podobnie, jak we Lwowie - do prywatnego mieszkania. Pierwsze wrażenie nie było zachęcające (por. film obok) - przyjechaliśmy do Kamieńca w czasie olbrzymiej ulewy i klatką schodową bloku, w którym mieliśmy mieszkać spływały strumienie wody. Na szczęście w mieszkaniach było sucho, a co ważniejsze, gospodarze okazali się bardzo sympatyczni. (360kB)
A następnego dnia rano ruszyliśmy w kierunku zamku, którego u Sienkiewicza bronił Pan Wołodyjowski. (1.1MB)
Niestety, ekspozycja na zamku jest przygotowana bardzo słabo. Zupełne pomieszanie epok (na dziedzińcu stoi działo z II Wojny Światowej), zamiast rzetelnej informacji - jakieś zaaranżowane w jarmarcznym stylu rzekome izby tortur. Cóż, trzeba było polegac na wiedzy tych z nas, którzy interesowali się historią, obronnością i architekturą. (3.6MB)
Oczywiście zwiedziliśmy nie tylko odicjalną ekspozycję, ale i myszkowaliśmy po zakamarkach. (2.3MB)
Po Kamieńcu Podolskim odwiedziliśmy jeszcze jedną dawną polską warownię - Chocim (2.3MB)
A stamtąd pojechaliśmy już prosto w góry, do Worochty - "Huculskiego Zakopanego". Następnego dnia planowaliśmy wejść na Howerlę. Niestety, pogoda była podła, lał deszcz i wyprawa na najwyższy szczyt Czarnohory stanęła pod znakiem zapytania. Nic dziwnego, że wieczorem atmosfera była nieco nerwowa... (774kB)
Ale co tam, pójdziemy, czy nie pójdziemy, zawsze przyjemnie jest pośpiewać razem. Śpiew zdecydowanie się "nie kleił" (chociaż piosenka w sam raz pasowała do sytuacji), ale humory nieco się poprawiły. (2.1MB)
Nadzieje na "lepszy świt" zawiodły. Przez całą noc i ranek padało, a kiedy deszcz zelżał, o Howerli mogliśmy już zapomnieć. Z wycieczki w góry jednak nie zrezygnowaliśmy, tyle, że poszliśmy zwiedzić okolice Worochty. Cel był prosty - dojść najwyżej, jak się da. Cennych rad udzielił nam spotkany mieszkaniec okolicy, mówiący zresztą dobrze po polsku. Przede wszystkim poinformował nas, że możemy nie przejmować się obecnymi tam wszędzie ogrodzeniami, zagradzającymi drogę do lasu powyżej pastwisk. Są one przeznaczone dla zwierząt, a miejscowe zwyczaje pozwalają je przekraczać. (2.3MB)
Jednak nie wszystkie zwierzęta są trzymane na pastwiskach. Ta krowa spacerowała sobie swobodnie w lesie. (270kB)
Po stromym podejściu bez szlaku dotarliśmy wreszcie na górujący nad Worochtą szczyt Rebrowacz. O ile co do miejsca, w którym się znależliśmy, nie było wątpliwości, to droga, którą tam dotarliśmy wzbudzała już pewne kontrowersje. (1.9MB)
Wracając do Polski przystanęliśmy w Żółkwi. Weszliśmy na chwilę do cerkwi i zostaliśmy dłużej - tak pięknie śpiewał wielogłosowy chór (na filmie i w nagraniu obok: modlitwa Ojcze Nasz). Nie było to podczas nabożeństwa, nie widzieliśmy więc, czemu zawdzięczamy ten koncert. (3.9MB)

(418kB)

Tajemnieca wkrótce się wyjaśniła. Chór rozśpiewywał się przed mającą się wkrótce odbyć ceremonią ślubną. Zostaliśmy więc także i na ślubie. Szczęść Boże młodej parze...

I to był niestety już ostatni etap naszej wycieczki. Wrażenia - niezapomniane, choć zapewne każdy przeżył tę wyprawę po swojemu. Po niej były jeszcze dwie inne (na Litwę i do Petersburga). Jeżeli tylko znajdą się z nich materiały - zostaną umieszczone na stronach serwisu.

(2.4MB)